środa, 2 września 2015

Dyskalkulator, czyli ślepy zdaje na prawo jazdy...

- Kuźwa, szefie mam dość! Przerzuciłem z 300 CV, rozmawiałem z setką kandydatów, z dziesięciu poddałem testom.
- Jakim znów testom? Mówiłem Ci, że ja będę testował, ty masz zrobić tylko wstępną weryfikację!
- I to zrobiłem, kazałem im przeliczyć powierzchnię kartki papieru A4 z m2 na mm2. W jednym przypadku poszedłem dalej, kazałem policzyć ilość m2 stosu płyt meblowych...
Wszyscy mieli co najmniej maturę.

Taką rozmowę odbyłem z moim pryncypałem dokładnie wczoraj.
Dziś w radio słyszę, że jest pomysł, żeby dyskalkulicy (osoby upośledzone, „chore na matematykę”) nie musiały zdawać matury z matematyki, bo:
Chorzy na dyskalkulię to często osoby uzdolnione w naukach humanistycznych czy przedmiotach artystycznych. Aby dostać się na studia na tych kierunkach muszą jednak zdać maturę z matematyki, co jest niemal niemożliwe.”1
Wdrażanie takiemu uczniowi wiedzy matematycznej to jak wtłaczanie kamienia pod górę - stwierdza Lech Sadowski. - Maturzysta, u którego stwierdzono ewidentną dyskalkulię, na różnych etapach rozwoju, powinien być zwolniony z egzaminu z tego przedmiotu.”2
I dalej...
Dyskalkulik nie potrafi dodawać, odejmować, mnożyć ani dzielić. Przypadłość ta przekłada się na problemy w życiu codziennym. Chory na dyskalkulię nie potrafi policzyć liczby przystanków ani odczytać godziny na zegarku tarczowym. Nie zdaje sobie też sprawy, że tysiąc jest mniejszy od miliona. Jak tłumaczą psychologowie, choroba ma swoje źródło w genach. Zaburzenie zdolności matematycznych mają powodować nieodwracalne zmiany w mózgu.” 3
Nie będę dyskutował z psychologami. Dziś jest to choroba, kiedyś to było lenistwo lub tępota.
Czyli dyskalkulia (dysgrafia, dysleksja) to choroby. W tych najcięższych przypadkach utrudniające (uniemożliwiające chyba nie?) samodzielne życie. Bo chyba trudno w dzisiejszych czasach żyć nie potrafiąc liczyć?
Skoro są to choroby, to powinny być leczone. I nawet jeśli jest to „wtaczanie kamienia pod górę” to jest to wykonalne i przynosi efekty. Mniejsze lub większe, ale przynosi, nawet jeśli „jest niemal niemożliwe”. Zdanie dzisiejszej matury na 30% to śmiech na sali. I piszę to mimo tego, że moja osobista córka podchodziła do matematyki 2 razy. Jeśli ktoś nie jest w stanie tego zrobić, to SIĘ NIE NADAJE. BO NIE KAŻDY musi mieć maturę. Jeśli Jankowi Meli udało się zdobyć Kilimandżaro i oba bieguny, to można. Tylko trzeba naprawdę chcieć zamiast zasłaniać się zaświadczeniami i zwolnieniami. Trzeba pracować, pracować, pracować, 3 razy więcej, może 10 razy więcej. Trudno. Natura nie jest sprawiedliwa, geny rozrzuca jak się jej żywnie podoba. Ja też wolałbym mieć lepszą mieszankę.

"Osoby z dyskalkulią mogą mieć uzdolnienia plastyczne, humanistyczne. Tylko nie mogą studiować bo nie mają matury." Mają za to talent!
Otóż informuję autorów pomysłu o zwolnieniu dyskalkulików z matury z matematyki, że aby zostać wybitnym artystą studia nie są potrzebne. Naprawdę. Wystarczą dwie rzeczy, ziarno talentu i praca, praca, praca... Trzy – jeszcze chcenie, ani matematyczne ani humanistyczne, takie zwykłe chcenie.


2tamże

3tamże

Brak komentarzy: